# Voyager - Element V
Określenie "wesoły metal" w przypadku tej płyty wydaje mi sie jak najbardziej trafne. To co gra ten australijski zespoł trudno zakwalifikować - nieco kosmiczne, elektroniczne, powerowe granie z wieloma ciekawymi "elementami". Jest tu disco, jest krótki utwór o charakterze sakralnym a nawet wstawki "pseudo etniczne". Wszystko przyznam bardzo mi się spodobało - to taka płyta którą można śmiało zaliczyć do ciekawych muzycznych odkryć. Jest też drugie (nowsze) wydawnictwo "Universe" utrzymane na podonym poziomie. Jedno w przypadku tego zespołu jest pewne - ich muzyki nie sposób pomylić z żadną inną.
7.5/10 (0.5 za to, że za każdym razem słuchając ich muzyki robi mi się jakoś tak wesoło :D )

Postanowiłem zrecenzowac ten oto "wynalazek". Na płyte trafiłem zupełnie przypadkiem (tzw. archeologia muzyczna - czyli siadasz przed komputerem i przekopujesz dziesiątki serwisów w poszukiwaniu "czegoś nowego" - taki nałóg) i była ona dla mnie nie małym zaskoczeniem. To co panowie grają zdefiniowano mniej więcej jako "Medieval Experimental Black Death Metal" co tłumacząc na ojczysty język daje "średniowieczny, eksperymentalny black death metal".